Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /23
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-02-01
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń169

Zrozumiawszy wszystko, co powiedziała, właśnie tak, nawet nie myślał skorzystać z tych okoliczności, więc, zaszedłszy do ziemianki komisarza, z którym Gricko akurat grał w szachy, powiedział przyjacielowi, żeby zdobył dla nich dwie kapoty: Galina Pietrowna zostaje u nich na nocleg, zatem będą zmuszeni spać u komisarza na tych jego zdobycznych dodatkowych kapotach.


- Jeśli pić się zachce, woda w karafce na stole, - powiedział Połynin i, nie patrząc na nią, zdjął z gwoździa dwa półkożuszki: swój i Gricko.

- Nic mi nie potrzeba, - odrzekła, - dziękuję! Czemu pan na mnie nie patrzy?

- A po co mam patrzeć? - szorstko, co jej jednak nie uraziło, gdyż rozumiała dobrze tego powód, odpowiedział. I, wziąwszy oburącz oba kożuchy, podszedł do drzwi. - Spokojnej nocy!


Galina Pietrowna usiadła na jego pryczy i, w zadumie patrząc, jak wychodzi, pogładziła sprane żołnierskie prześcieradło. Chyba naprawdę kocha tego człowieka!


Położyła się, nie rozbierając się i nakrywszy swoim półkożuszkiem, i tak długo nie mogła zasnąć, że zdawało się, że sen już nigdy nie nadejdzie. To, że jednak twardo zasnęła, zrozumiała dopiero rano, kiedy zastukano do drzwi. Spuściwszy nogi z pryczy na ziemię i wsuwając stopy w zimne walonki, pośpiesznie przygładziła włosy i powiedziała: *Proszę wejść*.


Do ziemianki wszedł Gricko, niosąc pod pachą termos, a w obu rękach nakryte jeden na drugim dwa głębokie talerze.


- Dzień dobry. Proszę napić się świeżej herbaty i zjeść jajecznicę, póki gorąca.

- Najpierw muszę się umyć, - odparła na to.

- Racja, - zgodził się major.


Wytaszczył spod swojej pryczy walizkę, wyciągnął z niej wojskowy ręcznik, zdjął z półeczki mydło i ze stojącego przy drzwiach wiadra zaczerpnął dzbanek wody. W wiadrze chrupnęła cienka warstwa lodu. Spod drzwi ciągnęło mrozem, w ziemiance rano było zimno.


- Wyjdźmy na dwór, poleję wodę pani na ręce. Nie boi się pani przeziębić?

- Nie boję się.


Zakasała rękawy, podwinęła kołnierz swojej wojskowej bluzy - i wyszła w ślad za Gricko. Niebo było pochmurne, szare, nad lotniskiem krążył śnieg.


- A gdzie Nikołaj Nikołajewicz? - kiedy wrócili do ziemianki, zapytała Galina Pietrowna, porządnie wycierając zmarznięte od lodowatej wody dłonie.

- Wyjechał do Murmańska, - odparł major. - Dostał wezwanie do naczalstwa.

- Mógłby zabrać mnie ze sobą, - z rozczarowaniem w głosie powiedziała w kompletnym zaskoczeniu, gdyż nie sądziła, że się z Połyninem nie zobaczy.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×