Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /70
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-03-14
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń154

Kuźmiczowa jeszcze raz dotknęła w kieszeni listu i w końcu się zdecydowała. Wyszli już z pokoju na korytarz.


- Proszę. - wyjęła kopertę. - To dla was.


Oddała mu ją i, skrzyżowawszy ręce na piersi i opierając się o ścianę, patrzyła, jak lotnik, szybko rozerwawszy kopertę, czyta.


Brwi mu się zasępiły, a wargi zacisnęły. Z pewnością wiadomość ta niczego dobrego nie wróżyła.


- A więc to tak, - powiedział, chowając list do kieszeni. I, bacznie spojrzawszy na Kuźmiczową, raptem spytał: - Ona jest mężatką?

- Jest sama, - wykrętnie odparła. Nie wiedziała, co do niego pisze Galina Pietrowna, lecz kłamstwa też nie chciała brać na swoje sumienie. Chociaż obie przeżyły w tym mieszkaniu przeszło siedem lat, i lubiła swoją młodą sąsiadkę i się o nią martwiła - żaliła się nad nią zresztą bardziej nawet, niż ją lubiła - jednak ten obcy człowiek, którego dzisiaj po raz pierwszy na oczy widziała, był jej jeszcze bliższy.

- Co znaczy: jest sama?

- To, że jest sama. To dobra, porządna kobieta, ale nie ma szczęścia do ludzi.

- To znaczy? - gniewnie indagował pułkownik.

- Sam ją o to zapytaj, co mnie tutaj przesłuchujesz?

- Za późno już na takie pytania. - z żalem powiedział Połynin i nagle poddając się temu uczuciu i fali zaufania do tej stojącej obok i współczującej mu staruszki, wyjął z kieszeni list i podał jej ze słowami: - Proszę, niech pani przeczyta!


Kuźmiczowa wzięła kartkę i powoli, sylabizując i wstydząc się tego, że nie potrafi płynnie ni czytać, ni pisać, przeczytała to. List wydał się jej tak samo pogmatwany, jak całe życie Galiny Pietrowny, siedem z górą lat rozgrywające się przecież na jej oczach, ale była tam jeszcze, w tej kompletnej gmatwaninie rzecz wprost niepojęta: po tym wszystkim, jak przychodził tutaj, wrzeszczał i awanturował się pod jej drzwiami Witieńka, Kuźmiczowa zrozumiała, że Galina nie chce okłamywać tego swojego lotnika, a w swoim liście pisała o jakimś oszustwie.


- Proszę. - wzdychając i oddając mu z powrotem kartkę, odparła.


Połynin, sądząc po wyrazie jego twarzy, oczekiwał, że coś jeszcze mu zaraz wyjaśni. Gdyby tego nie widziała, nie powiedziałaby nic. Ale skoro nadal czekał - dobrze, powie mu.


- Był tu jeden taki. Ale już go nie ma. Przychodził dzisiaj, walił do jej drzwi - nie wpuściła go do siebie, nawet słówka jednego nie powiedziała.


Mówiąc to, sądziła, że swoimi słowami wspiera Galinę Pietrowną, jednocześnie nie biorąc nieprawdy na swoje sumienie.


- Czy on był z jej teatru? - wyrwało się z ust lotnika, nim zdążył się pohamować.


Słysząc to pytanie, Kuźmiczowa kiwnęła potakująco głową i dopiero potem ujrzała, jak pociemniała jego twarz.

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Opowieść sugestywna,ciekawa. Myślałam, że Kuźmiczowa zapomni o liście. Niepotrzebnie powiedziała o Witeńce.
Myślę, że list nie wpłynie na uczucia Połynina do Galiny i decyzji o Jej poślubieniu, ale wojna może wiele zmienić.
Pozdrowienia.
© 2010-2016 by Creative Media
×