Przejdź do komentarzyRozdział 33. Gość z Indii /2
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2022-03-01
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń406

A dalej było wcale nie lepiej. Szuba, francuski sos, bilet kolejowy na ekspres, znowu ten sos, kolejny bilet, trzy turbany kupione na czarny dzień, wydatki na przejazdy powozem, waza i tym podobne bzdury. Jeśli nie liczyć 50 tysięcy dla Bałaganowa, które nie przyniosły mu żadnego szczęścia, milion wciąż był na miejscu.


*Nie dają człowiekowi inwestować! - pomstował Bender. - No, nie dają! A może by tak spróbować żyć życiem intelektualnym, jak to robi mój przyjaciel Łochankin? Koniec końcem dobra materialne jużem zgromadził, należałoby teraz pomaleńku kropelka po kropelce zbierać jakieś wartości duchowe. Koniecznie muszę wyjaśnić, na czym polega sens życia.*


Przypomniał sobie, że w hotelowym westybulu przez cały dzień tłoczą się jakieś apetyczne panienki, pragnące porozmawiać o duszy z przyjezdnym filozofem z Indii.


*Idę do tego Hindusa. - postanowił. - Wreszcie się dowiem, o co tu chodzi. To, oczywiście, dosyć szczeniackie, ale innego wyjścia nie mam.*


Nie rozstawając się z walizką, tak jak wstał z łózka, w pogniecionym swym garniturze zjechał windą na bel-etage i zastukał do drzwi pokoju wielkiego uczonego. Otworzył mu tłumacz.


- Czy pan filozof już przyjmuje? - spytał Ostap.

- Zależy kogo. - odparł tamten grzecznie. - Pan jest osobą prywatną?

- Nie, nie! - ze strachem zaprzeczył Wielki Kombinator. - Jestem przedstawicielem pewnej organizacji społecznej.

- Jest pan z grupą? Ilu jest was? Pan wie, że profesorowi trudno przyjmować każdego osobno. Woli rozmawiać...

- Z kolektywem? - śpiesznie podpowiedział Bender. - Właśnie otrzymałem od niego pełnomocnictwo, by z pomocą profesora rozwiązać  jeden zasadniczy problem, dotyczący sensu życia.


Tłumacz odszedł i po kilku minutach wrócił. Rozsunął kotarę i pompatycznie zapowiedział:


- Niech wejdzie organizacja, chcąca poznać, na czym polega istota życia.


Na fotelu z wysokim niewygodnym rzeźbionym oparciem siedział siwy wybitny filozof i poeta zarazem w brunatnej aksamitnej sutannie i w takim samym kołpaku na głowie. Twarz miał smagłą i delikatną, a oczy czarne, jak u młodego podporucznika. Broda, biała i szeroka jak wielki żabot, zakrywała mu pierś. U jego stóp siedziała stenotypistka. Dwaj tłumacze, Hindus i Anglik, stali po obu jego stronach.


Na widok Ostapa z walizką filozof poruszył się niespokojnie na fotelu i coś z obawą zaszeptał do Anglika. Stenografistka zaczęła pośpiesznie zapisywać, a tłumacz zwrócił się do Wielkiego Kombinatora:


- Uczony chce wiedzieć, czy przypadkiem w walizce nie są sagi i pieśni, które przybyły chciałby odczytać na głos, ponieważ przeczytano mu wiele takich tekstów, i więcej nie może już tego słuchać.

- Proszę powiedzieć znakomitemu nauczycielowi, że nie mam żadnych sag. - z szacunkiem odparł Ostap.


Czarnooki starzec jeszcze bardziej się zaniepokoił i, z ożywieniem szybko mówiąc, ze strachem zaczął wskazywać walizkę palcem.


- Nauczyciel pyta, - zaczął tłumacz, - czy przypadkiem przybysz nie chce zamieszkać razem z nim w jego apartamencie, ponieważ jeszcze nigdy nikt nie przychodził do niego z walizką.


I dopiero po tym, jak Ostap uspokoił tłumacza - a tłumacz z kolei filozofa - atmosfera się wyciszyła, i rozpoczęto audiencję.




1931


  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
O coś wreszcie dla ducha.
avatar
Powoli zbliżamy się do końca tej łotrzykowskiej powieści drogi. Jeszcze tylko 24 strony - i wreszcie upragniony the end!

Tadaaaaaaaam!
© 2010-2016 by Creative Media
×