Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - rozdz. V - Niedozwolone uciechy rodzinnego życia/7
Tekst 190 z 194 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-06-12
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń27

I oto - kiedy po wszystkich daremnych próbach, by zapomnieć i zabić wszelką myśl o tym *paskudztwie*, stało się dlań jasne, że go pojmano, i już jest w matni - nachodziła go dzika chandra, i zabierał się za bezmyślne chodzenie po pokoju, czując tylko, jak w środku coś go ssie i coś w nim dygoce.


Była to całkiem nowa uzda, jaką po raz pierwszy poznało jego próżniacze istnienie. Do tej pory, w którąkolwiek stronę nie wiodłaby go czcza fantazja, wszędzie jedynie napotykał pozbawioną granic wolną przestrzeń, gdzie bez żadnych przeszkód można było tkać swoje sieci i układać każdą dowolną kombinację. Nawet upadek w otchłań Wołodźki, potem Pietieńki, nawet śmierć matki nie trwożyły jego myślenia o niczym. Fakty to były zwyczajne, ogólnie znane w okolicy, dla oceny których istniały też ogólnie przyjęte, z dawien dawna ugruntowane procedury i ceremonie. Msze żałobne, 40 dni modlitw za duszę nieboszczyka, stypy i in. - wszystko to według obyczaju sumiennie wypełniał, jak się należy, i tym, jak to się mówi, ludziom gębę zatykał i siebie przed światem i Opatrznością oczyścił. Ale... cudzołóstwo? Czymżeż ono jest? Toż to zdemaskuje całe jego życie, ujawni podskórny jego fałsz! Chociaż wiedziano, że jest intrygantem, dajmy na to, że nawet *krwiopijcą*, jednakże w całej tej obmowie tak mało było prawnej podkładki, że z pełnym przekonaniem mógł temu zaprzeczyć i powiedzieć: udowodnijcie to! A tu, masz! cudzołożnik! Cudzołożnik przyłapany in flagranti*) bez cienia wątpliwości (nawet żadnych kroków nie poczynił z łaski Ariny Pietrowny - ach, mamuniu, mamuniu! - nie zdążył nawet niczego zełgać!) - i to jeszcze w dodatku *pod post*... tfu! tfu! tfu!


W tych wewnętrznych rozterkach i zagubieniu, jak bardzo pogmatwana nie była ich treść, dawało się nawet zauważyć coś, co jakby przypominało przebudzenie sumienia. Pozostawało tylko pytanie: czy pójdzie Judaszek dalej tą nową drogą, czy też i teraz pusta jego głowa odda mu zwykłą przysługę i przedstawi kolejną furtkę, dzięki której jak zawsze wszystko zdąży ujść mu płazem.


Kiedy tak się wił pod ciężarem własnej wewnętrznej próżni, Jewpraksiejuszka tymczasem przeżywała zaskakujący powolny duchowy przełom. Oczekiwanie rozwiązania i macierzyństwa wyraźnie zerwało krępujące jej umysł więzy. Do tej pory do wszystkiego odnosiła się biernie i na Porfirego Władimirycza patrzyła jak na *pana*, któremu musiała być uległą. Teraz dopiero do niej dotarło, że i ona również ma swoje sprawy, dla których jest *najważniejsza*, i że bezkarnie poniewierać nią nikomu nie wolno. Nikomu! Nawet wyraz jej twarzy, dawniej tępy i nieskładny, nabrał teraz sensu i się rozświetlił.


W jej na wpół uśpionym życiu śmierć Ariny Pietrowny była tym punktem zwrotnym, który podziałał na nią jak zimny prysznic. Jak by szczególny nie był stosunek staruszki do spodziewanego macierzyństwa *lali*, faworyty syna, mimo wszystko przeświecał w nim niewątpliwy serdeczny udział, a nie jedno tylko brzydliwo-paskudne wyślizgiwanie, jakie spotkało ją ze strony Krwiopijcy. To dlatego w osobie babci zaczęła widzieć coś w rodzaju tarczy obronnej, jakby podejrzewając, że czeka ją napaść. Przeczucie tej napaści prześladowało ją tym bardziej uparcie, że nie było oświetlone żadną świadomą myślą, a tylko napełniało jej krtań nieustanną męczącą trwogą. Rozsądek miała na tyle bezsilny, że wprost nie wskazywał, skąd to nieszczęście nadejdzie i na czym będzie polegało, instynkt jednak był tak czujny, że, ilekroć teraz zbliżał się Judaszek, odczuwała bezwiedny lęk. Ależ tak, oczywiście! stąd nadejdzie! - odzywało się we wszystkich zakamarkach jej brzemiennego ciała - stąd! z tego wypełnionego prochem grobu, do którego była przykuta jako zwykła najmitka, i który niepojętym cudem został ojcem i władcą JEJ dziecka! Uczucie, jakie budziła w niej ta myśl, było bliskie nienawiści i bez wątpienia przeszłoby w otwartą nienawiść, gdyby nie wsparcie Ariny Pietrowny, która dobroduszną swoją paplaniną nie dawała jej czasu na jakiekolwiek zastanowienie.


Lecz oto staruszka wpierw ostatecznie odjechała do Pogoriełki, a wreszcie wkrótce potem i całkiem zgasła! Jewpraksiejuszkę ogarnął całkowity popłoch. Martwotę, w jakiej pogrążył się gołowliowski dwór, naruszało jedynie szuranie kapci, oznajmujące, że Krwiopijca, podkasawszy poły szlafroka i zakradając się, łazi po korytarzu i wszędzie podsłuchuje. Z rzadka tylko ktoś z czeladzi wbiegnie ze dworu, trzaśnie drzwiami w pokoju dla dziewcząt, i znowu ze wszystkich kątów nadpełza cisza. Cisza martwa, napełniająca lękiem całe jestestwo.


.......................................


*) in flagranti - z włoskiego: w łóżku z panną *na gorącym uczynku*

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×